niedziela, 7 lipca 2013

Rozdział 7



Ja to mam szczęście. Westchnęłam i opadłam cała zapłakana na łóżko. W sumie to po co mam płakać? Przecież byłam przygotowana na to, że jak wyjadę to nigdy więcej go nie zobaczę, a jednak chyba przez ten krótki, bardzo krótki okres przywiązałam się do niego. Dobra Natalia ogarnij się. Spakujemy się, wyjedziemy jutro i zapomnimy o cudownym Kubiaczku. Szybko zerwałam się z łóżka i zaczęłam zbierać rzeczy porozrzucane po całym mieszkaniu. Gdy już wszystko leżało blisko walizki, zaczęłam je układać do mojej pięknej różowej tak różowej walizki. Dlaczego różowa? Stwierdziłam, że takiej nikt nie ukradnie. Siedziałam tak sobie grzecznie, aż tu nagle do pokoju wpadł Pałka.
- Pakujesz się? – spytał zdezorientowany.
- Tak. Jutro jadę do domu. – uśmiechnęłam się. Nie chciałam mu pokazać, że jest ze mną źle.
- Tak szybko? – drążył temat.
- To nie wiedziałeś? Tak miałam zaplanowane od początku. – nie miałam siły uśmiechać się sztucznie. – Szymon?
- Tak?
- Będę tęsknić. – i jednak nie pokazałam mu, że jestem silna. Znowu ryczałam jak mała dziewczynka.
- Ej, nie płacz. – przytulił się do mnie, a raczej ja do niego. – Przecież będziemy się widywać, tak?
- Niby tak w końcu studiuję w Rzeszowie, ale i tak będzie mi smutno. Sama w Rzeszowie. I jeszcze nie będę widywała Mariusza.
- Nie będziesz sama. Masz mnie. A Mariusz zawsze może przyjechać z wizytą. – uśmiechnął się.
- Dziękuję. – popatrzyłam w górę.
- Za co?
- Za to, że jesteś przy mnie. – przytulił mnie jeszcze mocniej i zaczął gładzić moje włosy. – Dobra koniec tych czułości. – odepchnęłam go lekko i otarłam mokre od łez policzki. – Muszę się spakować.
- Pomóc ci? – dlaczego to z nim nie umówiłam się na kolację albo coś. Jest przecież taki słodki. Uśmiechnęłam się do niego.
- Jasne. – usiadł koło mnie i siłował się ze złożeniem mojej bluzki. Przecież mu się nie podobam, jeśli bym mu się podobała to nie namawiał by mnie na spotkanie z Michałem. Spojrzałam na niego.
- Co? – on też zwrócił swój wzrok na mnie.
- Nie nic. – uśmiechnęłam się. – Po prostu myślę nad czymś.
- Mi możesz powiedzieć.
- Nie jestem pewna czy chcę żebyś to wiedział. – spuściłam głowę, ale zaraz jego wielkie i ciepłe dłonie podniosły ją do góry.
- No mów. – uśmiechnął się na zachętę.
- Czemu namawiałeś mnie na spotkanie z Michałem? – spytałam usiłując uniknąć kontaktu wzrokowego. Jego ręce opadły i zatrzymały się na moich.
- Chciałem żebyś była szczęśliwa z nim. Przecież jest idealny jak dla ciebie. – znowu spuściłam głowę.
- No właśnie nie jest. – odpowiedziałam łamiącym głosem.
- Coś się stało?
- Monika się stała. On… - nie mogłam dokończyć. – On chyba do niej wrócił. – zaczęłam płakać i przytuliłam się do niego. – Czy ze mną jest coś nie tak? Czy jestem jakaś inna?
- Nie!
- To dlaczego nie mogę choć raz być szczęśliwa! – wykrzyczałam. – Dlaczego?
- Może trafiałaś na niewłaściwe osoby.
- Tyle, że chyba idealnej jak dla mnie to nie ma.
- Nie musi być idealna.
- A co musi? – popatrzyłam na niego.
- Musi cię kochać. – uśmiechnęłam się. Tak chyba ma rację tylko, że takiego faceta to chyba nie ma. Może zostanę lesbijką. Potrząsnęłam głową, to jednak zły pomysł, a może Mariusz? Nie on jest dobrym przyjacielem tak samo jak Szymon. Może Bartek, ale znowu nie mogłabym z nim być przecież on jedzie do Włoch, a zresztą nie chciałabym popsuć nic między nim, a Kubiakiem, oczywiście chodzi tu tylko o przyjaźń. – Nad czym tak znowu myślisz? – spytał wkładając moje spodenki do walizki.
- Nad tym facetem, który ma mnie kochać. Chyba będę musiała długo czekać. – westchnęłam.
- Ale dla czegoś takiego warto. – popatrzył na mnie. – Ty już chyba zresztą nie musisz.
- Jak to?
- Znam kogoś takiego kto po prostu szaleję za tobą. – uśmiechnął się.
- Szkoda, że ja nie.
- Oj znasz go.
- Znowu bawisz się w swata? – zmierzyłam go wzrokiem.
- A tak! – wrzasnął. – Co powiesz na Kurka? – uniósł brew.
- No wiesz nie powiem, że nie jest przystojny, ale czy nie zepsułabym przyjaźni między nim, a Michałem?
- Przecież Michał już wybrał i woli Monikę, tak? – kiwnęłam głową. – Więc ja nie widzę przeszkody.
- Ja widzę.
- Jaką?
- Czy on nie jedzie przypadkiem do Włoch?
- Pojedziesz z nim w czym problem?
- Ja nie chcę stąd wyjeżdżać. Chcę zostać tu w Polsce.
- Ja tu się staram pomóc, a ty mi, że nie chcesz. – westchnął. – Wybredna jesteś. – uśmiechnął się.
- Dzięki. – warknęłam.
- To co powiesz na Pita? Mieszkać będzie na miejscu, w Rzeszowie. Nie będziesz musiała wyjeżdżać z Polski, a co najlepsze będziesz go mogła widywać codziennie, aż ci zbrzydnie.
- Z tym to masz rację, ale czy ja mu się podobam oto jest pytanie. Jest przecież taki nieśmiały, nie powie mi tego.
- Zawsze musisz mieć jakieś ale?
- Tak! – wypięłam dumnie pierś. – Musisz się przyzwyczaić, jestem kobietą.
- Trudno nie zauważyć. – pokazał mi język, a ja walnęłam go lekko w rękę. Jest mi z nim naprawdę cudownie.
- Szymon?
- Hmm? – mruknął coś pod nosem.
- Bo czy ja, a dobra nie ważne. – machnęłam ręką.
- Ważne, ważne mów.
- Czy ja ci się podobam? – spytałam nieśmiało.
- Co to za pytanie? – popatrzył na mnie.
- Tak chciałam po prostu wiedzieć. – spuściłam głowę.
- O co chodzi? – przytulił mnie.
- Nie wiem. Sama siebie już nie rozumiem. Może rzeczywiście pójdę do Nowakowskiego. W końcu wiszę mu kawę. – powiedziałam na jednym wydechu.
- O! A co to on robił, że mu kawę wisisz?
- Oddał mi mój portfel. – uśmiechnęłam się.
- No to trzeba się chłopakowi odwdzięczyć! – krzyknął.
- Tak, rzeczywiście. Tylko nie wiem gdzie on mieszka.
- Jejku jakie ty masz problemy. – wywrócił oczami. – Ja zaraz wszystko załatwię. – uśmiechnął się i wyszedł. Nie zostało mi nic innego jak na niego czekać. Zaczęłam wkładać następne rzeczy do walizki.




Oczami Szymona.

Było bardzo blisko od tego, by się dowiedziała, że mi się podoba. Co jej przyszło do głowy, żeby się mnie pytać o takie rzeczy. Chyba zacząłem panikować, ale jest już dobrze. Nic nie wie i może żyć dalej. Tylko co będzie w Rzeszowie? Tak przecież będzie Nowakowski. Westchnąłem. Ja to jednak jestem pusty miałem taką szansę i jej nie powiedziałem nic. Może to i lepiej. Tak to zdecydowanie lepiej, musi być z Pitem. Ja już się o to postaram. Dotarłem do pokoju Michała, no w sumie to nie wiedziałem gdzie iść, żeby się cokolwiek dowiedzieć. Zapukałem dosyć lekko i zaraz drzwi zostały otworzone.
- Szymon? Co ty tutaj robisz?
- Miłe powitanie, dzięki. – uśmiechnąłem się na siłę.
- Szukasz Mariusza?
- Właściwie to nie. – dziwne, cały czas jak ze mną rozmawiał to głowę miał spuszczoną. – Chciałem się dowiedzieć w jakim pokoju mieszka Piotrek.
- Nowakowski? Po co ci to? – tak! Podniósł głowę. O! trochę się mu dostało. Niezłą śliwę ma pod okiem. Ciekawe czy to sprawka Mariusza. Znając życie to pewnie się wkurzył jak go zobaczył z Moniką. No ja pewnie też bym nie wytrzymał.
- To już nie mogę wiedzieć? – trochę się uśmiechnąłem.
- Dzięki. Wiem jak wyglądam, ale zasłużyłem na to. – mruknął pod nosem.
- Z grzeczności nie zaprzeczę, sam chętnie bym cię obił, ale wydaję mi się, że już ci wystarczy. To co dowiem się czy, nie?
- Koniec korytarza. – wskazał ręką. – Pokój 66.
- Dzięki. – odpowiedziałem i wróciłem do swojego pokoju.
--------------------------------------------------------------------------------------
No i kolejny za nami :) 

sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 6



Po spotkaniu z Michałem stwierdziłam, że muszę o wszystkim powiedzieć dziewczyną. Poszłam tylko do pokoju po telefon.
- A gdzie to się pani podziewała? – powitanie w stylu Mariusza.
- A  u kolegi byłam.
- U kolegi. Jaaasneee. – uśmiechnął się. Wywróciłam oczami i wzięłam telefon z szafki.
- Idę. Jakby co to się nie martw. – uśmiechnęłam się i wyszłam. Wybrałam numer do Karoliny.
- Co tam? – usłyszałam od razu po drugiej stronie.
- Mogę do ciebie wpaść?
- Jasne!
- Magda jest u ciebie?
- Coś się stało? – zapytała troskliwie.
- Nie, to znaczy w pewnym sensie tak. – westchnęłam. – To jest u ciebie.
- Tak, bo chłopaki poszli zagrać w piłkę i przyszła do mnie.
- To ja tam zaraz będę! – krzyknęłam do słuchawki. I wbiegłam po schodach na górę. Bez pukania otworzyłam drzwi do pokoju i wbiegłam uradowana.
- No to co tam? – od razu mnie przywitały uśmiechnięte mordki dziewczyn.
- Lepiej usiądźcie. – popatrzyły na mnie i wykonały moje polecenie. Opowiedziałam im o imprezie oczywiście tylko do tego momentu co pamiętałam. Potem co działo się rano i w pokoju Michała. Aż w końcu doszłam do tego czy rzeczywiście coś z tego wyjdzie.
- Ty się nie martw, z tego co mówisz to on za tobą szaleje. – Karolina zaczęła się  śmiać. – Daj mu szansę.
- No idź do niego! – krzyknęła Magda. – No już!
- Ale jutro jedziemy. – spuściłam głowę.
- To zrób tak, żeby pojechał za tobą, żeby nie mógł przestać o tobie myśleć. – zaczęła mnie zachęcać Karolina. – Wiesz, że ja wiem coś na ten temat. – puściła mi oczko. – Idź się spakować, a potem do niego marsz i masz zostać tam na noc.
- Ty też masz jakąś burzę hormonów. – zmierzyłam ją wzrokiem.
- No co? – wzruszyła ramionami. – Ja bym tak zrobiła.
- Tak wiem. – uśmiechnęłam się. – Ty zawsze tylko o jednym. – wywróciłam oczami. – Dobra ja już idę się spakować. Pa. – pomachałam im i wyszłam z pokoju. Otwierając drzwi prawie walnęłam jakąś kobietę. – Nic pani nie jest? – krzyknęłam trochę przestraszona.
- Nie spokojnie. – uśmiechnęła się, a ja zamarłam. To była dziewczyna Michała, Monika. Wiedziałam, że to się tak skończy.
- To ja już pójdę. – odwróciłam się, ale głos Kubiaka mnie zatrzymał.
- Hej, Natalia! – odwróciłam się.
- Co? – warknęłam.
- Widzę, że już poznałaś się z Moniką.
- Tak miałam zaszczyt. – uśmiechnęłam się na siłę.
- Monika! – dziewczyna podała mi rękę.
- Natalia. – odpowiedziałam nie chętnie. – Muszę już iść, dzisiaj wyjeżdżam i trzeba się spakować. – spojrzałam na Miśka. – Pa. – zaczęłam iść w stronę schodów.
- Miło było poznać! – krzyknęła za mną.
- No szkoda, że mi mniej. – powiedziałam pod nosem.
- Chodź Michaś, trzeba jeszcze kilka rzeczy przenieść. – chyba rzygnę tęczą. Michaś? No skoro tak się zachowuję była dziewczyna, to ja chyba Angelina Jolie jestem.
- Zaraz przyjdę. – zaczął biec w moja stronę. – Poczekaj!
- Nie mam zamiaru. – odparłam.
- Proszę, zaczekaj. – złapał mnie za rękę. – Jak to dzisiaj wyjeżdżasz? – zapytał trochę przestraszony.
- Po co mam tu zostawać. Ty masz Monikę, ja mam moje nowe studia. Wszystko będzie po staremu. Nie musisz się o mnie martwić, nie będę ci zawracała dupy. I nikomu nie powiem, że się całowaliśmy. Także możesz mnie już puścić i wrócić do Monisi. A teraz przepraszam idę rzygnąć tęczą. – odpowiedziałam prawie na jednym wydechu.
- Co ty pieprzysz? Ja nie jestem z Moniką. – wykrzyczał mi w twarz. – Na tobie mi tylko zależy.
- Nie oszukasz mnie. Czy tak zachowuję się była dziewczyna, Michasiu? – specjalnie zaznaczyłam to ostatnie słowo. – Proszę odpuść. – otworzyłam drzwi oddzielające korytarz od schodów i zaczęłam jak najszybciej kierować się na 4 piętro.
- Natalia! – o nie tego za wiele. Biegłam jeszcze szybciej. Wybiegłam na korytarz i otworzyłam drzwi do ‘mojego’ pokoju i zamknęłam je od środka. Oparłam się o nie i powoli osunęłam się na podłogę. Co jest ze mną nie tak? Czy ja mam na czole napisane poszukaj sobie lepszej? Czy oni wszyscy muszą mieć drugą dziewczynę? To jest nie fair. Usłyszałam pukanie do drzwi. Podkuliłam pod siebie nogi i rozkleiłam się. Nie kontrolowałam teraz niczego.
- Natalia! Otwórz te drzwi! No proszę! Wiem, że tam jesteś. No otwieraj! – walnął w drzwi.
- Nie mógł byś trochę ciszej pukać! – usłyszałam jak jakiś mój sąsiad wkurzył się na nachalnego Dzika.
- Przepraszam. Natalia wiem, że mnie słyszysz. Mi naprawdę na tobie zależy. Wiesz stwierdziliśmy z Moniką, że zostaniemy przyjaciółmi. Wiesz przyjechała tutaj na mecz i dzisiaj wyjeżdża do Łodzi. Proszę odezwij się do mnie. Nie chcę cię stracić. Proszę. – zaczęłam jeszcze bardziej płakać. – Czy ty płaczesz? Czy to przeze mnie? Natalia, przecież wiesz, że nie mógł bym cię zranić. No proszę. – już ledwo co mówił. Właśnie z łazienki wyszedł Mariusz, gdy tylko mnie zobaczył usiadł koło mnie i bez słowa objął mnie.
- Co jest? – zapytał szeptem.
- Michał i Monika jest! – wrzasnęłam, żeby Kubiak stojący za drzwiami usłyszał to wszystko.
- Co ja mam zrobić, żebyś uwierzyła mi, że to tylko moja koleżanka?
- Tylko koleżanką? – spytał Mariusz. – Na serio przyjaźnisz się ze swoją byłą dziewczyną, która cię zdradziła?
- No tak. – powiedział nieśmiało.
- No to się nie dziwię Natalii, że sobie pomyślała, że to twoja dziewczyna. Ja bym się jej brzydził. – wzdrygnął się na samą myśl o tym.
- Ale ona tak ładnie mnie przepraszała. – ciągnął dalej tym speszonym głosem.
- Daj sobie spokój i zostaw mnie w spokoju!
- Proszę…
- Idź już Michał. – odpowiedział za mnie Mariusz.
- Ja pierdolę, czy ja zawsze muszę mieć takie szczęście. – mówił coś sam do siebie.
- A teraz opowiadaj mi co się stało. – przytulił mnie jeszcze mocniej i gładził moje ramię. Jednak jak chcę to potrafi być poważny. Wzięłam głęboki wdech i opowiedziałam co widziałam na korytarzy.
- No wiesz to jeszcze nie znaczy, że do siebie wrócili.
- Czy powiedział byś do swojej byłej Michasiu? – popatrzyłam na niego z wyrzutem.
- Nigdy nie miałem dziewczyny o imieniu Michał. – zaśmiałam się. Dobrze, że mam go przy sobie.
- Wiesz o co mi chodzi. – oparłam głowę o jego ramię.
- Oczywiście. I pamiętaj zawsze będziesz mi się mogła wypłakać na ramieniu.
- Zapamiętam.
- To teraz ogarnij się i idź z nim porozmawiać. On jest naprawdę spoko.
- Pójdę, ale pod jednym warunkiem.
- Jakim? – uśmiechnął się.
- Masz iść ze mną. – spojrzałam na niego.
- No wiesz, ale ja nie chcę przeszkadzać.
- Proszę. – zrobiłam maślane oczy.
- Zgoda. – gdy chcę potrafię być bardzo przekonująca. Czasami sama się sobie dziwię, cóż taka już jestem. Poszłam do toalety ogarnąć się i zaraz wyszłam po co mam się pindrzyć skoro i tak on woli tą całą Monikę.
- Dobra możemy iść. – zarządziłam. Wyszliśmy, ale jakoś nie miałam ochoty z nim rozmawiać. Stanęłam przed drzwiami i chciałam otworzyć.
- Przecież tak nie wolno. – szepnął Marcyniak.
- Nie obchodzi mnie to. – warknęłam. Tak może i trzeba było zapukać. Otworzyłam drzwi, ale jakoś nie byłam zaskoczona widokiem jaki tam ujrzałam. Myślę, że wy także nie bylibyście zaskoczeni. Domyślacie się co to mogło być? Tak! To był Michał liżący się z Moniką. – Czy teraz rozmowa jest zbędna? – spytałam spokojnym głosem Mariusza. – Jeśli tak to pozwolisz, że wrócę do pokoju i się potnę. – wyrecytowałam.
- Natalia, ale… - zaczął Michał.
- A i powiedź mu, żeby się do mnie nie odzywał, bo nie ręczę za siebie. – odwróciłam się na pięcie i nie powstrzymując już łez, które napływały do moich oczu pobiegłam w stronę pokoju, by tam wypłakać się w poduszkę.
-----------------------------------------------------------------------------------------
Dziś troszkę krótszy ;) miłego czytania :D

piątek, 5 lipca 2013

Rozdział 5



Nie mam pojęcia jak dotarłam do domu i nie wiem o której znalazłam się na łóżku razem z Mariuszem. Co?
- Mariusz! Co ty robisz na moim łóżku! – wrzasnęłam, ale ból głowy skutecznie mnie uciszył.
- Ja nie chcę nic mówić, ale to jest moje łóżko. – przewrócił się na drugi bok.
- Moglibyście się trochę uciszyć? Próbuję spać. – wtrącił Szymon.
- Czy ty właśnie stoisz przed damą w samej bieliźnie? – wytrzeszczyłam oczy bacznie przyglądają się jego brzuchowi.
- Dama też jest w samej bieliźnie i jakoś nie widzę, żeby ci przeszkadzało to, że jestem w samych gaciach. – wzruszył ramionami.
- Co? – popatrzyłam na siebie. – Mariusz! Co to ma znaczyć!
- No przecież nie będę cię mył i przebierał w pidżamę o 3 w nocy, no proszę cię. – popatrzył na mnie jak na idiotkę.
- Lepiej mnie było zostawić w samej bieliźnie?
- Tak. Mi się to podoba. – popatrzył na mnie, a raczej na mój biust.
- Ty zboczeńcu! – wykrzyczałam, ale zaraz wszyscy śmialiśmy się z tego wszystkiego, z całej naszej głupiej rozmowy.
- Pani dama chcę coś do picia? – spytał najbardziej kontaktujący z nas Mariusz, wchodząc do kuchni.
- Kawę poproszę, ale najpierw daj mi wody. – powiedziałam cały czas masując skronie.
- Ach. Kac morderca. Trzeba było tyle pić? – szydził ze mnie Szymon, który robił to samo co ja.
- Ale ja nie pamiętam dlaczego tyle piłam. Musiałam mieć jakiś powód. Tylko jaki? – próbowałam sobie przypomnieć, ale to przyprawiało mnie o jeszcze większy ból.
- Nie myśl to nie dla ciebie.
- Czy to ma znaczyć, że uważasz mnie za idiotkę. – popatrzyłam na niego spod byka.
- Ależ oczywiście, że nie. Gdzież bym śmiał obrażać panią damę. – zaczął się śmiać i dostał ode mnie poduszką.
- Jesteś dla mnie nie miły. – fochnęłam się.
- Bywa. – uśmiechnął się.

Oczami Szymona

Jest dobrze. Nie pamięta tego co jej powiedziałem. Ciekawe co by zrobiła gdyby jednak pamiętała. No nic to dla mnie pozostanie zagadką.

Oczami Natalii

- Dobra. Nie odzywam się do ciebie. – pokazałam  mu język.
- Te pani dama! Kawa dla ciebie. – usłyszałam głos dobiegający z kuchni.
- Może najpierw byś się ubrała. – zaproponował Szymuś. Nie zwracając na niego uwagi owinięta w kocyk poczłapałam do kuchni.
- Szymon, a ty coś chcesz?
- Nie krzycz tak! Głowa mnie boli. – powiedziałam smutna.
- Ach. Przepraszam. – uśmiechnął się.
- Tak! Poproszę kawę! – zaraz zjawił się już UBRANY w kuchni. Usiadł obok mnie i zaczął pić trunek.
- A wy małolaty. Jak się nie ma głowy do picia to się nie piję.
- Długo nam to będziesz wypominał? – spytałam cały czas pijąc gorącą kawę.
- Dopóki mi się nie znudzi. – wzruszył ramionami.
- To ja idę się ubrać. – machnęłam ręką. Znalazłam w walizce jakieś ubrania i weszłam do łazienki. Umyłam twarz i zęby, potem lekko się pomalowałam i odziałam. I tak gotowa na resztę dnia wyszłam z łazienki.
- Chodź tu i dopij tą kawę! – wrzasnął Mariusz.
- Idę już przecież. – wywróciłam oczami.
- No to ja teraz pójdę się ubrać w takim bądź razie. Tylko mi tu nic nie pić. – pogroził nam palcem.
- Masz to jak w banku. – odpowiedział Szymon.
- Ja już nigdy nie wezmę tego do ust. – wykrzywiłam się.
- OOoOOOO! Czego ja się tu dowiaduję! – wrzasnął Pałka, a Mariusz zrezygnowany poszedł w stronę łazienki.
- Głodnemu chleb na myśli. – uśmiechnęłam się. Ktoś zapukał do drzwi.
- Ja otworzę! – młody zgłosił się na ochotnika. – Natalia! To do ciebie. – weszłam do pokoju i zamurowało mnie. Dobrze, że byłam już ubrana.
- Cześć. – uśmiechnął się Michał. Czy to nie przez niego piłam? Tak! Mogę się założyć, że to wszystko jego wina. – Możemy pogadać?
- No nie wiem. – odpowiedziałam trochę niepewnie.
- Może pójdziemy do mnie? Nikt nam nie będzie przeszkadzał. – popatrzyłam na Szymona szukając odpowiedzi. W końcu powinien pamiętać więcej niż ja. Ja pamiętam tylko telefon Miśka i 11 nieodebranych połączeń od Moniki. Może nie powinnam iść. Może nie powinnam im się wpychać do związku w sumie pamiętam, że powiedział, że to już nie jego dziewczyna, ale ja tak nie mogłam. – Natalia? To jak?
- Idzie! – wrzasnął za mnie Szymon.
- Co? Idę?
- Tak!
- Nie, nie idę. – tupnęłam nogą.
- Nie idziesz? – powiedział to takim zawiedzionym głosem. – Nie no rozumiem. To ja już sobie pójdę. Cześć.
- Nie, no jak z dziećmi. – westchnął Pałka.
- Ty – wskazał na Michała. – poczekasz chwilę na zewnątrz. A z tobą sobie muszę porozmawiać.
- Nie namawiaj jej jak nie chcę. Ja rozumiem. – popatrzył na mnie tymi swoimi pięknymi niebieskimi paczadłami. Aż ciarki przeszły mnie po plecach.
- Ja jej nie będę namawiał, coś jej muszę powiedzieć po prostu. – uśmiechnął się. – No już grzecznie poczekaj za drzwiami. – jak zaczarowany wyszedł z pokoju.
- Co ty do cholery robisz?! – na wstępie dostałam od niego reprymendę.
- Jak to co? Przecież on ma dziewczynę. – westchnęłam.
- Ja pierdolę. – strzelił facepalma. – Przecież on z nią zerwał, bo ona go zdradził i nie kochana jak Hubert ciebie tylko gorzej.
- Znaczy, że…
- Tak. Daj mu szanse on jest naprawdę zajebisty. – uśmiechnął się.
- Dobra. Ale jakbym nie wróciła za godzinę zacznij mnie szukać.
- Jasne. – wzięłam głęboki oddech i wyszłam z pokoju.

Oczami Michała

            Te kilka minut spędzonych na korytarzu wlokły się nie miłosiernie. Najgorsza była ta nie pewność. Niby powiedziała nie, ale widziałem, że jednak chcę się ze mną zobaczyć. Pewnie chodzi o ten telefon wczoraj. Westchnąłem. Drzwi od pokoju  uchylały się powoli, aż w końcu zobaczyłem jej pełną sylwetkę. Ta dziewczyna jest po prostu idealna. Śliczna, dosyć niska brunetka o cudownych zielonych oczach i co najważniejsze kocha siatkówkę tak jak ja.
- To co idziemy? – przerwała moje rozmyślania na jej temat.
- Jasne.

Oczami Natalii

- Jesteś na mnie zła? – zapytał po chwili ciszy.
- Nie. – uśmiechnęłam się. – Po prostu nie chcę nic psuć w twoim życiu.
- Psuć? Właśnie wszystko naprawiasz. – zatrzymał mnie, złapał moją rękę, a drugą miział mnie po policzku. – Mogę cię pocałować? – serce zaczęło mi mocniej bić. Zgodzić się czy nie? Z jednej strony bardzo go polubiłam, ale z drugiej nie znam go za długo. Może jest inny niż na pierwszy rzut oka.
- Nie teraz. Jeszcze nie. – odsunęłam się od niego.
- Rozumiem. – uśmiechnął się. – No to jesteśmy. – otworzył drzwi do swojego pokoju. – Panie przodem. Przepraszam za bałagan. – trochę się zmieszał.
- Mi to nie przeszkadza. Nie należę to tych ludzi, którzy kochają porządek czy coś. Lubię mieć po rozrzucane rzeczy po pokoju. – uśmiechnęłam się lekko. – To o czym chciałeś pogadać?
- Właściwie to sam nie wiem. Chciałem cię po prostu zobaczyć i tyle. – nastała chwila ciszy. - Czy to możliwe zakochać się od pierwszego wejrzenia?
- Tak, niedawno się zakochałam. – spojrzałam na niego.
- To dlatego nie chciałaś ze mną rozmawiać. Pewnie Szymon, co? – zaśmiałam się.
- Chodzi mi raczej o kogoś innego. – usiadłam nie daleko niego.
- Pit? – pokręciłam głową i przybliżyłam się do niego. – Zbyszek ta pewnie on. No w sumie jak byłbym dziewczyną to też by mi się podobał, nie żeby coś.
- Nie, to nie on i podpowiem ci, że nosi okulary.
- Bartek? No wiesz co kto lubi.
- I gra z numer 13 na koszulce. – uśmiechnęłam się i jeszcze raz przybliżyłam się do niego. Siedziałam już koło niego bardzo blisko.
- Znaczy, że ja? – wskazał na siebie palcem. Kiwnęłam głową w geście przytaknięcia. Spojrzałam w jego oczy i jak w tanim romansidle powoli nasze usta się spotkały. Najpierw całował spokojnie jakby chciał się nacieszyć tą chwilą, jednak potem jego pocałunki stały się coraz bardziej zachłanne mimo to cały czas były delikatne. Gdy w końcu się oderwał poczułam jakieś motylki w brzuchy. Byłam najszczęśliwszą osobą na świecie. Jednak po chwili zrozumiałam co się stało.
- Ja przepraszam. Nie powinnam. – zaczęłam się tłumaczyć.
- Nie przepraszaj. Podobało mi się. – uśmiechnął się i lekko musnął moje usta.
- Muszę już iść, ale nie chcę. – wstałam i zaraz usiadłam. Zaczęłam się mu bacznie przyglądać.
- Wiem, że ci się podobam, ale nie musisz mnie tak obserwować, czuję się co najmniej dziwnie. – zwinnym ruchem usiadłam na nim okrakiem. Chciałam poczuć jego smak, chciałam też żeby miał lekki niedosyt żeby chciał zobaczyć mnie jeszcze raz. Pocałowałam go jak najlepiej potrafiłam, gdy poczułam, że jego ręce zjeżdżają niżej oderwałam się od niego. – Tylko tyle? – spytał smutnym głosem. Uśmiechnęłam się i wstałam.
- Muszę już iść. – otworzyłam drzwi. – Do zobaczenia później. – zamknęłam za sobą drzwi. Szkoda, że za niedługo muszę jechać. Ja wyjadę, on wróci do normalnego życia i zapomni o mnie i więcej się nie spotkamy. Westchnęłam.
-------------------------------------------------------------------------------------
I jest następny :D miłego czytania ;)

czwartek, 4 lipca 2013

Rozdział 4



Chciałam się stąd jak najszybciej zmyć. Jednak ja to mam pecha.
- Chciałabyś może ze mną zatańczyć? – uśmiechnął się zalotnie Bartman, a wszystkie wiemy jak on potrafi się uśmiechać.
- Jasne. – podałam mu rękę. Co miałam zrobić? Powiedzieć mu, że nie sorry, ale już wychodzę, bo mój były przyszedł tu z jakąś farbowaną Barbie. Tańczyć to on potrafi świetnie, nie chciałam schodzić z parkietu. Może i by się udało jednak…
- Odbijany! – usłyszałam ten znienawidzony głos.
- Tak, więc zostawiam cię w jego rękach.
- Nie! Nie będę z tobą tańczyła! Co ty sobie wyobrażasz?! Przychodzisz tutaj z tą dziewczyną i jeszcze masz czelność podejść do mnie?! No masz tupet!
- Natalia, proszę.
- O nie! Ja nie jestem głupia Hubert! Zostaw mnie!
- No nie dramatyzuj. – złapał mnie za rękę.
- Nie dotykaj mnie! – on jednak nie dawał za wygraną.
- Powiedziała ci chyba żebyś odpuścił. – wtrącił się Zibi.
- Nie odzywaj się, to nie twoja sprawa. – odpowiedział oschle Hubert.
- No tak nie będziemy rozmawiać. Jeśli chodzi o to jak traktujesz kobietę to akurat jest sprawa każdego tu obecnego. Ona nie jest jakąś zabawką, mówi nie to znaczy nie. – zadziwiła mnie jego odpowiedź.
- Widzę, że skończyliście tańczyć. – uśmiechnął się Kurek. – To może w końcu i ja spróbuję. – popatrzył na mnie.
- Czemu nie? Chodźmy. – wzięłam go za rękę.
- Nigdzie nie idziesz. – nie chciał jednak odpuścić. Znowu złapał mnie za rękę.
- Nie jestem już twoją dziewczyną, kochanie. – wyrwałam się.
- Czy  to nie ten chłopak, co się całował na telebimie? – odwrócił się.
- Ta, on.
- Znaczy to on, a okey.
- Co?
- Nie nic. – uśmiechnął się. – Lubisz tańczyć?
- Kocham. Taniec to całe moje życie. – na mojej twarzy pojawił się  lekki uśmiech. – Jestem baletnicą. – jego mina mówiła sama za siebie. – Niestety moja pasja idzie na drugie miejsce, razem z siatkówką. – zaczęła się wolna piosenka, więc mieliśmy czas na rozmowę.
- Dlaczego? – cały czas czułam, że chcę złapać kontakt wzrokowy.
- Studia, mój drogi. – odważyłam się popatrzyć do góry. Jego oczy były inne niż Huberta. Takie troskliwe, miłe, ciepłe. Widać, że chciał mi jakoś pomóc, ale nie wiedział jak.
- Czy marzenia nie są ważniejsze?
- Teoretycznie tak, ale praktycznie nie jest to takie łatwe.
- To ci pomogę!
- Wątpię, czy cokolwiek się zmieni. – spuściłam głowę i nieśmiało oparłam ją o jego tors. Chyba mu się to spodobało.
- Jeśli chodzi o marzenia to zawsze warto o nie walczyć. – oparł swoją głowę o moją i przytulił się do mnie.
- Wiem, tylko moim marzeniem od dziecka było zostanie prawnikiem. Zawsze chciałam pomagać ludziom. A szczególnie, gdy w mojej rodzinie pojawiła się nie przyjemna sytuacja. Tak, tylko po co ja to tobie mówię. Pewnie mało cię to obchodzi.
- No żebyś się nie zdziwiła. – uśmiechnął się. – Może kiedyś mi pomożesz.
- Jeśli tego będzie wymagała sytuacja.
- No dobra, koniec pieszczot! – wrzasnął Kubiak. – Odbijany! – dzisiaj chyba nie dadzą mi spokoju.
- No więc. – zaczął rozmowę. – Czy Szymon to twój chłopak?
- Widzę, że nie owijasz w bawełnę. – uśmiechnęłam się. – Nie to tylko dobry znajomy.
- Tak! Jak chcesz się czegoś dowiedzieć to wal do Dzika!
- Zapamiętam to sobie. Zobaczysz będziesz miał mnie dosyć!
- Ciebie to chyba jednak nigdy nie będę miał dosyć. – łał. Dostać taki komplement od faceta, którego w ogóle nie znam, to jest coś. Chyba, a raczej na pewno się zarumieniłam. - O czy pani się rumieni? – zapytał „zdziwiony”.
- Dostać komplement od takiego pana, to zaszczyt.
- Nie przesadzajmy. – zarzucił grzywą. - Na długo zostajesz w Gdańsku?
- Miałam zostać dłużej, ale sytuacja się skomplikowała i wyjeżdżam za 2 dni.
- To znaczy, że nie pójdziesz ze mną na kolację? – zapytał z nutką nadziei.
- Czy mam to odczytać jako propozycję? – uniosłam brwi.
- Oczywiście! To jak? Dasz się zaprosić?
- Z chęcią.
- To co jutro?
- Gdzie i o której?
- Widzę, że jesteś konkretna. Lubię takie. – uśmiechnął się. – No skoro mieszkamy w jednym hotelu to może po ciebie wpadnę. Hmm?
- Tylko, że moje miejsce zamieszkania na razie nie jest bliżej określone.
- Jednakże musisz gdzieś spać. Czyż nie? – próbował udawać mądrego.
- Ależ oczywiście, tylko w tym jest problem, że jeszcze nie wiem gdzie. – moje usta wygięły się w podkuwkę.
- Zawsze możesz spać ze mną!
- Dziwnie to zabrzmiało. – zaczęliśmy się śmiać.
- Tylko ci jedno w głowie. – wywrócił oczami.
- Wypraszam sobie! – strzeliłam focha.
- No już, przepraszam. – przymilał się, ale nie dawałam za wygraną. – Co mam zrobić, uklęknąć? – uśmiechnęłam się cwaniacko. – Dobra! – wzruszył ramionami i zrobił to! Klęczał przede mną. – Czy teraz mi wybaczysz?
- Tak! – kucnęłam koło niego i przytuliłam się. – Dziękuję. – szepnęłam mu do ucha. – Muszę już iść! Do jutra. – pocałowałam go w policzek. Co ja robię? Poszłam w stronę Szymona, który nie odrywał wzroku od siedzącego nie daleko niego Huberta.
- Hej! Poczekaj! – uśmiechnęłam się pod nosem i odwróciłam.
- Może dasz mi swój numer? – uśmiechnął się zalotnie.
- Daj telefon. – bez namysłu wyciągnął urządzenie z kieszeni. – O widzę, że jakaś Monika się do ciebie dobijała. – wskazałam na wyświetlacz. – Może jednak odwołamy tą kolację. – oddałam mu telefon. – To cześć. – odwróciłam się. Zrobiło mi się trochę smutno, w sumie to nie wiem dlaczego. W końcu to tylko kolacja, ale tak dobrze mi się z nim rozmawiało. Co ja sobie myślałam siatkarz, to za wysoki próg jak dla mnie. Głupia!
- To nie jest moja dziewczyna, już nie. – spuścił głowę. Co ich tak wszystkich wzięło na zmianę statusu z „ w związku” na „wolny” w sumie ja też zaliczam się do tych osób. Westchnęłam.
- Widać, że jej zależy. Może powinieneś dać jej drugą szanse. – w sumie nie wiem dlaczego nalegałam żeby do niej wrócił. Popatrzyłam na niego. Był idealny. Wysoki, dobrze zbudowany brunet, o pięknych błękitnych oczach, które właśnie teraz spotkały się z moimi.
- Nie po tym co zrobiła. – domyśliłam się, że chodzi o zdradę. Dlaczego mając takiego faceta zrobiła coś takiego?
- Widzę, że jedziemy na jednym wózku. – wymusiłam uśmiech.
- Drink dla pani! – wrzasnął za mną Kurek. Oderwałam wzrok od sylwetki Kubiaka i popatrzyłam na pana za mną.
- Chcesz mnie upić? – nie miałam ochoty na picie. Najchętniej to siadłam bym na sofie owinięta kocykiem z kakałkiem w ręku i dobrą książką, a może włączyłabym sobie jakieś romansidło, z Kubiakiem u boku. Co? Otrząsnęłam się.
- Może. – uśmiechnął się cwaniacko.
- Bartek my rozmawiamy. – wtrącił Dziku.
- No i?
- Nie mógłbyś odpuścić?
- Nie ma mowy. – uśmiechnął się. I panowie zaczęli się kłócić. Korzystając z chwili nie uwagi uciekłam do Szymona.
- Dostałeś drinka od Kurka. Masz! – podałam mu szklankę.
- Co jest? – popatrzył na mnie.
- No właśnie sama nie wiem. – usiadłam obok niego. – Czy to możliwe, a nieważne. – machnęłam ręką.
- Nie no mów. – zachęcał mnie.
- To nic takiego. – uśmiechnęłam się. – Idziemy?
- Najpierw wypił drinka i chyba nie zapomniałaś, że wiszę Ci kolejkę. – uśmiechnął się.
- Pamiętam. – westchnęłam.
- Wiesz co ci powiem? – nie czekając na moją odpowiedź, dokończył. – Podobasz się Kubiakowi i Kurkowi też, a wiesz co jest najgorsze? – kiwnęłam przecząco głową. – Że ja z nimi nie mam szans. – no to mnie zaskoczył. Popatrzyłam na niego. Był trochę speszony tą całą sytuacją. Poczułam, że chcę mi się płakać. – Ej, ale nie płacz mi tu. – pocałował mnie w czoło. – Napijmy się!
- Dlaczego? – po moim policzku spłynęła pojedyncza łza.
- Proszę nie rozmawiajmy o tym teraz. Patrz pani nam nalała. – próbował zmienić temat.
- Szymon! – złapałam go za rękę i popatrzyłam prosto w oczy.
- Nie patrz tak na mnie. Ja po pijaku mówię różne dziwne rzeczy. – uśmiechnął się i podał mi kieliszek.
- Tak upij mnie żebym o tym wszystkim zapomniała. – wzięłam kieliszek. – Ja poproszę jeszcze jeden. – znowu przechyliłam kieliszek. – A co mi tam raz się żyję! To jeszcze raz. – nie wiem kiedy język zaczął mi się plątać.
- Tej pani już nie lejemy! – wrzasnął Marcyniak, nie wiadomo skąd wziął się koło mnie. – Idziemy do domu! Zostawić was na chwilę to uchleją się jak świnie. – mruczał pod nosem.
- Ja jestem trzeźwa! – zdeklarowałam się.
- Właśnie widzę. Choć Szymuś idziemy.
- Ja zaraz dojdę! – wrzasnął.

Oczami Szymona

            Zawołał mnie do siebie Michał Kubiak i nie wiem czemu podszedłem do niego.
- Ej młody, gdzie ona nocuję? – zapytał trochę przybity.
- Na razie u nas w pokoju. – odpowiedziałem oschle. – Bo co?
- Muszę z nią porozmawiać i coś wytłumaczyć. Jak będzie pamiętała. – uśmiechnął się. – Tak dokładniej to pod, który numer mam się wybrać? – w sumie to chyba mogę mu powiedzieć. Niech sobie z nim życie ułoży i wszyscy będą szczęśliwi. Wszyscy? Ja, Kurek, Bartman, Nowakowski i na pewno Marcyniak nie, ale skoro ona będzie z nim szczęśliwa to ja chyba też. Zawsze mogę na nią czekać. – Ej?! – machnął mi ręką przed oczami. – Coś nie tak?
- Nie wszystko w porządku. Dzięki. – uśmiechnąłem się. – Przyjdź pod numer 56.
- Wielkie dzięki młody. – właśnie młody. Przecież mam tyle lat co ona, a na dodatek jestem od niej młodszy. Czekaj. Przecież ja mam dziewczynę! Tak zapomniałem, że jestem z nią pokłócony. Jak mogłem z nią tyle wytrzymać. Przecież ona nienawidzi siatkówki. Nie to co Natalia. Westchnąłem. Wszystko było po tej stronię żebym jednak z nią był, ale ja nie mogę. – Ej młody, ja nie chcę nic mówić, ale ten gościu z pod ściany się bacznie ci przygląda. – zaśmiał się. Popatrzyłem w jego stronę i to był błąd. Posłał mi oczko i chyba zamierzał podejść.
- To ja już chyba pójdę. – zacząłem się śmiać.
- No cześć.
----------------------------------------------------------------------------------------
No i czwóreczka :D jeszcze raz proszę o komentowanie :) bo naprawdę nie wiem czy ktoś czyta ;)

środa, 3 lipca 2013

Rozdział 3



Szliśmy powoli, bo przecież się nie paliło. Miałam tylko nadzieję, że Hubert cały czas o mnie myśli. Dlaczego? W sumie to samo nie wiem. Może chciałam, żeby przemyślał to co zrobił, żeby przypomniał sobie słowa Mariusza o tym, że już nigdy mnie nie odzyska. Chyba w głębi serca jednak chciałam do niego wrócić, ale po co?
- Ej doszliśmy! – krzyknął uradowany Marcyniak.
- Czy mi się wydaję czy on krzyczy jak mała dziewczynka? – szturchnęłam Szymka, po dziwnym odgłosie wydanym przez poszkodowanego Mariusza. Skacząc z radości walnął nogą w słupa, ja tam nie wiem co go zabolało, no ale cóż skoro zaczął piszczeć i tarzać się po chodniku coś musiało się stać, chciałam do niego podbiec, ale zatrzymał mnie Pałka.
- Nie warto. – uśmiechnął się. – Lepiej udawaj, że go nie znasz. Zaraz wstanie i zacznie biec za nami. Ja tam go znam. – zostało mi go tylko posłuchać, rzeczywiście zanim doszliśmy do pasów, by przejść na drugą stronę on już biegł i krzyczał coś za nami. Staraliśmy się go ignorować, ale ja nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Zachowywał się jak duże dziecko. Chyba zaczynałam się do nich przywiązywać. Nie chciałam tego, bo potem rozstanie bardzo by bolało, ale oni mieli coś w sobie. Nie dało się ich nie kochać.
- E paczta jaka kolejkaaaaaa? – otworzył buzię Marcyniak.
- Pamiętaj! Udawaj, że go nie znasz. – wyszeptał mi do ucha jego kolega. Uśmiechnęłam się tylko i zaczęłam iść do kasy z biletami wstępu. – Kup 3!
- Dobry wieczór! Ile biletów? – powiedział mężczyzna, który bacznie mi się przyglądał.
- 3 poproszę. – uśmiechnęłam się.
- Proszę bardzo i miłej zabawy.
- Dziękuję. – zaczęłam do nich machać żeby podeszli. Dałam im bilety, które po chwili były już w rękach ochroniarza.
- Widać, że gościu na sterydach ciśnie! – odezwał się któryś z chłopaków za mną, nie mogę dokładnie powiedzieć, który to był, bo w środku było bardzo głośno i ledwo co słyszałam cokolwiek.
- Idziemy do baru! – zarządził ‘młody’.
- Te nie szalej tak, ja jestem najstarszy i ja zarządzam, jasne? – popatrzył na nas jak na małolatów.
- Tak jest! – wrzasnęliśmy razem.
- Idziemy do baru! – krzyknął.
- Jesteś taki oryginalny. – wywrócił oczami jego przyjaciel.
- Bądź miły. – szepnęłam.
- No już mnie tak nie komplementuj, bo Se pomyślą, że gejami jesteśmy!
- A nie? – włączyłam się w dyskusję.
- Nie – odpowiedzieli równocześnie.
- Właśnie widzę. – wystawiłam im język.
- Te młoda nie podskakuj! – wypiął się Szymon.
- Tak się składa, że nie wiesz czy jestem od ciebie młodsza czy starsza. – uśmiechnęłam się złowieszczo. 
- No to kiedy masz urodziny? – kontynuowaliśmy rozmowę.
- Jak ci powiem to ty możesz powiedzieć, że masz wcześniej! – krzyknęłam.
- A Mariusz wie?
- Nie.
- Ale moje zna.
 - Kto wie czy pamięta, popatrz tylko na niego. – i nasze oczy powędrowały na Mariusza siedzącego przy barze i pijącego soczek pomarańczowy choć może to był jednak drink.  Właśnie teraz bawił się parasolką i dłubał nią między zębami.
- Rzeczywiście nie ma co na niego liczyć. No dobra to powiedzmy równocześnie.
- 2 maja , 11 maja!!!
- HAHAHAHAHHHAHA! Jestem starsza. – pokazałam mu język.
- Pff… Co to jest 9 dni. – wywrócił oczami. – Lepiej sprawdźmy to w inny sposób.
- Ale co ty chcesz sprawdzać?
- A co boisz się?
- Ja? Oczywiście, że nie.
- No to na początek może się ze mną napijesz? – uśmiechnął się szarmancko.
- Chętnie. – złapałam go pod rękę i poszliśmy pod bar.
- Poproszę 2 drinki. – uśmiechnął się zalotnie do barmanki i zwrócił się do mnie. – Zaczniemy spokojnie.
- Ja nie chcę nic mówić, ale chyba zgubiliśmy Mariusza. – zaczęłam rozglądać się po całej dyskotece, ale przepadł.
- E, o niego się nie martw, jak coś wypił to znając życie teraz tańczy. Proszę bardzo drink dla pani. – podał mi moją szklankę.
- No to co kto szybciej wypiję czy co?
- Mówiłem przecież, że zaczynamy spokojnie, pij normalnie.
- No dobra, już się tak nie denerwuj, bo złość piękności szkodzi, chociaż tobie to już nic nie zaszkodzi.
- Ej to były nie ładne. – spuścił głowę. – Za karę masz się ze mną o coś założyć.
- Już się boję, ale dawaj!
- Widzisz tego kolesia o tam. – wskazał palcem.
- Czy to nie jest przypadkiem Piotrek Nowakowski?
- No tak, a twoim zadaniem będzie go wyciągnąć do tańca.
- Co? – wydarłam się chyba zbyt głośno, ściszyłam więc głos. – Przecież on jest taki nie śmiały.
- Dlatego przegrasz i mi postawisz kolejkę, okey?
- Żebyś się nie zdziwił. – dopiłam szybko swojego drinka, jakbyście widzieli minę Szymona chyba byście padli. – Dobrze wyglądam?
- Pięknie! – wrzasnął.
- To idę. Przygotuj pieniądze.
- Nie nastawiaj się na to, że wygrasz. – podeszłam do stolika gdzie koczowali siatkarze.
- Czy mogłabym któregoś z panów poprosić do tańca? – popatrzyłam na Pita, który nerwowo wkładał i wyciągał rureczkę ze szklanki.

Oczami Piotrka

Ja chyba śnię, czy to nie ta dziewczyna co ją spotkaliśmy w kawiarni, jaki fart i to jeszcze sama do nas podeszła. Ta tylko co ja mogę zrobić, pewnie nie przyszła do mnie, taki ciamajda.
- Ja z chęcią zatańczę! – wyrwał się Bartek.
- Nie chodziło mi o ciebie. – uśmiechnęła się lekko i spojrzała nieśmiało na mnie. – Chciałabym raczej poprosić pana. – nie wierzę czy ona właśnie poprosiła mnie do tańca. Piotrek idioto odpowiedź coś!
- Yyy, ja yyy… - nie no nie o takie coś mi chodziło.
- No nie daj się prosić. – nalegała.
- No Piotruś idź! – krzyczał Igła. Złapała mnie za rękę i wyciągnęła na parkiet.
- Nie ma się co denerwować. Na pewno świetnie pan tańczy. – uśmiechnęła się.
- Ja, bo to nie o to chodzi.
- Więc o co? – no i co ja mam jej powiedzieć, że jest ładna i się wstydzę. No nie wyśmieję mnie. – Boi się mnie pan. – złapała mnie za rękę i przyciągnęła do siebie, byłem koło niej tak blisko, a jednak daleko.
- No, bo ten. – uśmiechnęła się. Wiedziałem, że mnie wyśmieje, ale ja jeszcze nic nie powiedziałem.
- Słodko pan wygląda jak się jąka. – to o  to jej chodziło, może jednak się z nią dogadam. – Trochę wolniejsza piosenka, da pan radę? – wziąłem głęboki oddech i przytuliłem do niej, chyba mnie pojebało, ale jednak byłem z siebie cholernie dumny.

Oczami Natalii

            Rzeczywiście jest nieśmiały, ale żeby aż tak? Ale udało się tańczę z nim, Szymuś wisi mi kolejkę. Świetnie mi się z nim tańczyło szczególnie tą wolną piosenkę.
- Tak w ogóle to jestem Piotrek. – zaczął nieśmiało.
- Tak wiem jestem wielką kibicką siatkówki! Jest takie słowo? – uśmiechnęłam się, a
piosenka się skończyła. – Dziękuję za taniec.
- Poczekaj! – złapał mnie za rękę. – Nie wyjawiłaś mi swojego imienia. – widziałam, jak się zarumienił, to było takie słodkie.
- Natalia. – uśmiechnęłam się i pobiegłam w stronę Szymona.
- Stawiasz mi kolejkę! – wrzasnęłam uradowana.
- Proszę pani. – powiedziała do mnie barmanka.
- Tak?
- Drink dla pani od tamtego pana. – wskazała na Kurka. No tak przecież podrywał mnie w kawiarni, widzę ciąg dalszy.
- Ej zaczynam się robić zazdrosny. – powiedział naburmuszony Pałka.
- O co? – spytałam zdziwiona.
- No popatrz, tobie stawiają drinki, a mi nie. – zaczęłam się śmiać.
- Naprawdę chciałbyś dostać drinka od Bartosza Kurka? – spojrzałam na niego siorbiąc owego cennego drinka.
- No tak. Czy to takie dziwne? – popatrzył na mnie z wyrzutem.
- No, bo podobno nie jesteś gejem.
- A, bo ty nic nie rozumiesz. – machnął ręką.
- No chyba nie. – uśmiechnęłam się i dokończyłam pić trunek. – Przyszliśmy się tu bawić, choć zatańcz ze mną! – zaczęłam go ciągnąć, myśląc, że będzie stawiał opór, a tu nie, teraz to on ciągnął mnie w stronę parkietu. Z głośników zaczęła lecieć piosenka, Pt. „ Całuj mnie”. – A ty całuj mnie! To taka piękna gra! – krzyczałam.
- Serio?
- Ale co?
- Mam cię pocałować? – uśmiechnęłam się, ale zaraz spoważniałam. Przy barze ujrzałam Huberta, jakby był sama to jeszcze nic, ale on siedział z tą cud blondyną.
- Tak! – szybko odpowiedziałam.
- Okey! – pocałował mnie w czoło.
- Przecież miałeś mnie pocałować. – powiedziałam do niego z pretensjami.
- Ale to przecież nie było na serio. – uśmiechnął się.
- Przytul mnie. – wyszeptałam, ale usłyszał.
- Co się dzieję mała?
- On tu jest. – spojrzałam mu w oczy. – Nie mów tak do mnie, proszę. – zaczął nerwowo rozglądać się po pomieszczeniu.
- Ja cię obronię, spokojnie. – przytulił mnie jeszcze mocniej. – Słyszysz?
- Ale co? – powiedziałam łamiącym głosem.
- Ona jest ze snu, a ubrana w codzienność! – zaczął śpiewać i bujać się ze mną w rytm muzyki. – Piosenka o tobie. – popatrzył na mnie. – No już nie bądź smutna, ładniej ci jak się uśmiechasz.
- Nie mogę, po cholerę on tu przylazł, zawsze wszystko musi zepsuć. – powiedziałam na jednym wydechu.
- Nic nie zepsuł, a może nawet coś zrobił dobrego. Może nie dla ciebie, ale dla mnie to najlepszy dzień w moim życiu. – znowu się do niego przytuliłam.
- Jestem zmęczona. – popatrzyłam do góry. – Możemy już iść?
- Jasne! – wziął mnie za rękę.

Oczami Piotrka

Jednak nic z tego nie wyjdzie, ona ma chłopaka. Jak ja mogłem myśleć, że taka dziewczyna na mnie poleci. Westchnąłem.
- Co jest Piotruś? – zagadał Grzesiek. Zanim zdążyłem coś powiedzieć on już znał odpowiedź. – To o tą dziewczynę chodzi, co? – jak on mnie dobrze zna, czasami zaczynam się go bać.
- Taa…
- To idź po jej numer! Na co czekasz? – spojrzał na mnie jak na debila.
- Nie widzisz, że ma chłopaka? – wskazałem na nich ręką.
- Ale ty jesteś pusty! – strzelił facepalma. Czy tylko ja nie wiem o co chodzi? Spojrzałem na Bartka, dalej się jej bacznie przyglądał, Zibi już zamierzał do niej podejść.
- O co chodzi?
- Widzisz tamtego gościa z tą blondyną, przy barze?
- NO.
- No to jest jej były. Dzisiaj ze sobą zerwali. No, a Szymona znasz. Gdzieś jeszcze był Mariusz Marcyniak, ale chyba chłopaki zadawali mu za dużo pytań i uciekł. – uśmiechnął się.
- To nie zmienia faktu, że ja nadal nie rozumiem.
- Powiem ci to najprościej jak potrafię. Słuchaj uważnie. Ona chcę żeby on był zazdrosny. Proste?
- Nie mogłeś tak od razu?
- Czasami naprawdę jesteś głupi. 
 -------------------------------------------------------------------------------------------
No i jest rozdział 3 :D Jeśli się  komuś podoba, proszę o komentowanie to naprawdę daję kopa, by pisać dalej ;)

wtorek, 2 lipca 2013

Rozdział 2



Wybiegłam z hali jak poparzona, biegłam w stronę hotelu, by jak najszybciej się spakować i wyjechać zapominając o wszystkim. Nie widziałam gdzie biegnę, nie miało to dla mnie wtedy znaczenia, chciałam po prostu cudem znaleźć się już pod hotelem. Wbiegłam do parku, Hubert wspominał, że tędy jest szybciej. Jednak zmęczyłam się i usiadłam na pobliskiej ławce chowając głowę w ręce. Ktoś koło mnie usiadł, ale nie zwróciłam na to uwagi. Zadzwonił mój telefon, nie chciałam z nikim teraz rozmawiać, najlepiej rzuciłabym się pod samochód albo coś w tym stylu. Nic nie miało znaczenia. Dzwonek telefonu zaczął mnie drażnić, ale nic nie robiłam.
- Nie odbierzesz? – odezwał się znajomy głos. Dopiero teraz popatrzyłam przez łzy na osobę siedzącą obok mnie, był to Mariusz. Tak to ten co poznałam go na meczu.
- Nie. – odpowiedziałam bez jakichkolwiek emocji, a telefon w końcu się uciszył.
- Martwią się o ciebie.
- Kto?
- Widziałem jak wchodziłaś ze znajomymi. – uśmiechnął się i znowu rozległ się dzwonek. – Odbierz. – niechętnie sięgnęłam do kieszeni i odebrałam.
- Kochanie. Gdzie jesteś? – zapytała z troską w głosie Magda.
- Spokojnie, nie martw się. Pójdę do hotelu, spakuję się i wyjadę. Nie chcę tu zostawać i to jeszcze z nim w pokoju.
- Nic nie rób! Weź kluczyk do mojego pokoju i poczekaj zaraz będę.
- Kluczyk wezmę i poczekam na was, ale nie musisz przychodzić. Obiecuję, że nie zrobię nic głupiego. Nie martw się i nie denerwuj, wiesz, że ci nie wolno.
- Ale sama będziesz siedziała? – Mariusz wyrwał mi komórkę z ręki.
- Ja się nią zaopiekuję, proszę pani! – usłyszałam śmiech w komórce, mimo wolnie ja też się uśmiechnęłam, powiedział to tak słodko, że nie dało się nie uśmiechnąć.
- Mam do pana zaufanie.
- Mam nadzieję, że pani nie zawiodę. – rozmawiał tak, jakby to była moja mama, a nie najlepsza przyjaciółka. Rozłączył się i oddał mi telefon. – To co idziemy?
- Chcę jeszcze chwilę posiedzieć. – no nawet chwili nie posiedziałam, bo mój nowy kolega mi na to nie pozwolił.
- No chodźmy nudzi mi się… - zaczął lamentować. Wziął mnie za rękę i zaczął ciągnąć. Wywróciłam tylko oczami i poszłam za nim. – A tak w ogóle to gdzie idziemy? - zapytał po chwili.
- Zobaczymy. – odpowiedziałam nie chętnie. Po woli jego towarzystwo zaczynało mnie denerwować, nie wiem dlaczego, może dlatego, że po prostu tu był.
- No weź!!! Powiedź mi! – zachowywał się jak dziecko.
- Może do hotelu?
- Czy ty kobieto wiesz ile hoteli jest w Gdańsku? – zapytał z miną przygłupa.
- Tak. – nie chciało mi się z nim rozmawiać.
- Dobra, nie chcesz nie mów. – strzelił focha. Szłam dosyć szybko, nie chciałam się  spotkać z Hubertem po skończonym meczu. Nareszcie doszliśmy.
- Tutaj mieszkasz? – zapytał ucieszony.
- Taa… - uśmiechnął się szeroko, pokazując ząbki. – Co cię tak cieszy?
- No, bo ja też tutaj mieszkam, jak na razie. – kolejna świetna wiadomość. Po wejściu od razu skierowałam się po odbiór klucza, swojego i Magdy.
- Przykro mi, ale nie mogę pani dać drugiego kluczyka. – uśmiechnęła się sztucznie.
- A mogę wiedzieć dlaczego? – zaczynała mnie wkurzać, jak zresztą wszystko wokół mnie.
- To nie pani pokój, nie mogę bez zgody dać pani kluczyka.
- Ale ja mam zgodę.
- Proszę mi ją dać.
- To znaczy nie na papierze, po prostu, a dobra, dziękuję.
- Proszę. – odpowiedziała trochę oszołomiona. Skierowałam się do mojego pokoju. Wzięłam walizkę i zaczęłam wrzucać do niej ubrania jakkolwiek.
- Jak ci idzie? – spytał nie śmiało, wchodząc do pokoju Mariusz.
- Jak widać. – odburknęłam.
- Wiesz jak chcesz to na chwilę możesz przyjść do mnie. – znów nieśmiało coś powiedział.
- Nie mam wyboru. Tylko poczekaj chwilę. – weszłam do łazienki po moje rzeczy. Ale gdy zobaczyłam też jego, znowu się rozpłakałam i usiadłam na podłodze opierając się o wannę.
- Mogę? - zapukał i bez mojej zgody wszedł i usiadł obok mnie. – Nie płacz, nikt nie jest wart twoich łez. – uśmiechnął się lekko. Nie wytrzymałam przytuliłam się do niego i jeszcze bardziej zaczęłam płakać. Odwzajemnij uścisk i zaczął jeździć ręką po moich plecach. – No już, proszę. – popatrzył na mnie. – Chodź pomogę ci i idziemy do mnie, okey? – Pokiwałam twierdząco głową. Podniósł mnie i zaczęliśmy zbierać moje rzeczy. W końcu udało nam się to ogarnąć. – To co idziemy?
- Tak. – zamknęłam drzwi. – Prowadź. – powiedziałam z wymuszonym uśmiechem. Mieszkał 1 piętro niżej. Otworzył drzwi, a moim oczom ukazał się kolejny chłopak, tego było jak na dziś za wiele.
- Ty nie na meczu? – zapytał zdziwiony.
- Później ci wytłumaczę. Zaopiekuj się nią, ja zaraz wracam. – Teraz zwrócił się do mnie. -  Daj kluczyk, oddam na recepcje. – uśmiechnął się. Nie pewnie wyciągnęłam rękę z kluczykiem w jego stronę. – Rozgość się. – krzyknął wybiegając z pokoju. Postanowiłam usiąść na łóżku.
- Jestem Szymon. – wyciągnął do mnie rękę.
- Natalia. – odpowiedziałam niechętnie. Zadzwonił telefon. Popatrzyłam na wyświetlacz i rzuciłam nim o ziemie. Ukryłam swoją twarz w poduszce. Telefon jednak nie rozpadł się na kawałki jak przypuszczałam tylko coraz głośniej dzwonił, przynajmniej mi się tak wydawało. Do pokoju wbiegł Marcyniak. Popatrzył na Szymona i nic nie mówiąc kazał mu wyjść. Dzwonek znowu rozległ się po pokoju. Mariusz podniósł telefon i odebrał.
- Słucham. – powiedział pewny siebie.
- Przepraszam kim jesteś?
- To on? – spytał się mnie. Kiwnęłam głową i kolejne łzy słynęły po policzkach. – Nie musisz wiedzieć, kim jestem ważne, że ja wiem kim ty jesteś.
- Nie rozumiem. – odpowiedział zdezorientowany.
- Nie musisz. Powiem to raz i dokładnie tak żebyś nawet ty zrozumiał. Zostaw Natalię i nie rań jej więcej. I zanim się zapytasz o co chodzi to powiem ci żebyś lepiej uważał kogo i kiedy całujesz na meczu. Zostaw ją w spokoju i nie zawracaj jej dupy swoją osobą, to jest koniec i tyle. Ja na twoim miejscu nigdy bym tak nie postąpił, mając taką dziewczynę, ale cóż twój wybór. Nie dzwoń do niej, bo zmieni numer, nie przychodź do niej, bo zmieni adres, w ogóle zapomnij o niej tak jak ona stara się teraz zapomnieć o tobie. Cierp tak jak ona, budź się z myślą, że już nigdy jej nie odzyskasz, ba nawet nie zobaczysz jej już nigdy na oczy. Spieprzyłeś po całości, koleś, tylko tyle mam do powiedzenia. Cześć. Przepraszam rozgadałem się. – powiedział oddając mi telefon. – Teraz najważniejsze. Musisz usunąć jego numer. – westchnęłam i zaczęłam grzebać w telefonie. Znalazłam numer, ale nie mogłam go usunąć. Dlaczego?
- Ty to zrób. – podałam mu telefon.
- Ja nie mogę. – uśmiechnął się.
- Dlaczego? – popatrzyłam na niego.
- Bo to ty masz o nim zapomnieć. – spojrzałam znowu na telefon. Drżącą ręką na jechałam na opcję usuń. To koniec nie mam jego numeru w telefonie. Poczułam jakąś ulgę.
- A teraz najlepsza część leczenia złamanego serca. – wyszczerzył się. – Idziemy pić! – krzyknął uradowany. Mimowolnie na mojej twarzy też pojawił się uśmiech. – Zbieraj się idziemy balować!
- Dobrze. – rzeczywiście powinno mi się zrobić lepiej, nie lubiłam pić, ale chciałam choć na chwilę zapomnieć o Hubercie. Wygrzebałam jakieś ubrania z walizki i poszłam do łazienki. I chciałam szybko się ogarnąć. Popatrzyłam w lusterko i stwierdziłam, że to nie będzie jednak takie łatwe. Miałam trochę spuchnięte oczy i byłam cała rozmazana. Umyłam się szybko, pomalowałam trochę mocniej niż zwykle, ubrałam krótkie, białe spodenki, granatowy top z dosyć dużym dekoltem i oczywiście, żeby było mi wygodnie na nogach znalazły się trampki.
- Ile można się ubierać! – dobijał się do drzwi Mariusz.
- Maluję się!
- Ale ja muszę siusiu. – powiedział nie śmiało. Wywróciłam tylko oczami i wyszłam. Wyglądałam chyba dobrze, stwierdzając po jego minie, chociaż mogłam też wyglądać okropnie, jednak…
- Ej, wyglądasz… łał.
- Dziękuję, chyba. – uśmiechnęłam się lekko. Stał i patrzył się na mnie. – Nie miałeś iść do toalety?
 - Tak już idę. – odwrócił się i ledwo idąc zamknął drzwi. Jak to mówią jedne drzwi się zamykają, a drugie otwierają, więc właśnie do pokoju wszedł Szymon. Spojrzał na mnie od dołu do góry i z powrotem.
- Idziemy pić? – zapytał po chwili.
- Jak chcesz to możesz z nami iść. – powiedziałam przyjaźnie. Teraz tak patrząc na niego to był nawet przystojny. Mariusz też mi się zaczął podobać. Może to rozstanie wyjdzie mi jednak na dobre.
- To muszę mieć pozwolenie? – chciał podtrzymać rozmowę.
- Ode mnie już masz. – puściłam mu oczko.
- Ale jesteś dobroduszna. – uśmiechnął się.
- Te nie flirtować mi tu. – wydarł się wychodząc z łazienki Marcyniak. – Idziemy?
- Nie, bo czekamy na Szymona.
- Ja zaraz będę spokojnie. – wleciał do toalety.
- Młody tylko szybko. – bez słowa podeszłam do Mariusz i przytuliłam się do niego. – A to za co? – uśmiechnął się.
- Nawet mnie nie znasz, a tak mi pomagasz.
- I zawsze będę.
- Nie składaj obietnic, których nie możesz dotrzymać.
- Mi możesz zaufać, nigdy cię nie opuszczę. – wziął moją głowę w swoje ręce i popatrzył mi w oczy. – Nigdy. – przytulił mnie.
- Dobra, bo jeszcze się wzruszę i cały makijaż szlag trafi. – odepchnęłam go i uśmiechnęłam się. Zadzwonił telefon. Odebrałam i w tle usłyszałam jakże przyjazny głos Magdy.
- Gdzie ty jesteś do cholery!?
- Miłe powitanie. – zaśmiałam się. – Idę pić z kolegami. Nie martw się o mnie.
- Nie mogłaś mi tego od razu powiedzieć, tylko muszę się martwić!?
- Już spokojnie, nie mogłam wcześniej. Przepraszam. – głos mi się zaczął łamać i sprawę przejął Mariusz.
- Wcześniej rozmawiałem z yy Hubertem? Nie mieliśmy czasu, ale proszę się nie martwić wszystko jest pod kontrolą. – przy nim nie dało być się poważnym, Magda uległa i zaczęła się śmiać.
- No dobrze, więc jest w dobrych rękach?
- Oczywiście!
- Ale wpadnijcie na chwilę do nas, okey?
- Zaraz będziemy. – rozłączył się. – Te Szymuś szybciej!
- Idę już!
- Pod jakim numerem mieszka ta twoja koleżanka, bo kazała przyjść. – uśmiechnął się.
- Pewnie dostanę reprymendę, żebym nie piła dużo. – westchnęłam.
- A z tym się zgodzę. – zaczął kiwać głową.
- Mieliśmy iść się upić? – zdziwiłam się.
- Nie moja droga, mieliśmy iść pić, a to jest co innego. – wyszczerzył się. Szymon właśnie wyszedł z łazienki.
- To co idziemy? – od razu padło pytanie.
- Jasne. To za mną! – wrzasnęłam. Weszliśmy po schodach na 4 piętro, ale przez chwilę zawahałam się czy otworzyć drzwi dzielące wyjście na korytarz.
- Co jest? – spytał Szymek, bo Mariusz był daleko za nami. Cóż biedny nie ma kondycji.
- A jeśli on będzie iść tędy? – popatrzyłam na niego, przypominając sobie, że przecież on nic nie wie.
- Ten cały Hubert tak? – popatrzyłam na niego i lekko pokiwałam głową. – Obronię cię. – uśmiechnął się i nacisnął klamkę. – Panie przodem. –wskazał ręką. Zapukałam do drzwi z numerem 68.
- Proszę! – ktoś krzyknął.
- No cześć! – powiedziałam do Karola. -  Jestem Magda! – krzyknęłam rozglądając się po pokoju.
- Nie ma jej tu.
- Ale kazała nam przyjść.
- Powiedziała, że idzie do Karoliny i mają być tam wszyscy.
- To dlaczego ciebie nie ma?
- Bo musiałem się wrócić po jabłko, bo jej się zachciało. – westchnął. – Chodź, a raczej chodźcie. – popatrzył na Pałkę. Dopiero teraz dotarł do nas zasapany Mariusz.
- Dalej się nie dało? – ledwo wysapał.
- To tylko piętro wyżej. – zaśmiał się ‘młody’.
- No nie gadaj. Będę musiał zacząć ćwiczyć, ale to od jutra. – machnął ręką. Doszliśmy do pokoju Karoliny. Ja z Karolem wparowaliśmy bez pukania, a chłopaki zostali na zewnątrz.
- Idziecie? – zapytałam.
- Tak bez pukania to nie wypada. – zaczął tłumaczyć Mariusz. Z nimi to jak z dziećmi.
- Karolina, weź im coś powiedź! – wyszła i zaraz weszła z powrotem.
- Skąd ty takich przystojniaków wzięłaś? – szepnęła mi do ucha. Popatrzyłam na nią tylko błagalnym wzrokiem, wywróciła oczami i znowu wyszła. Po chwili szli już za nią chłopaki.
- Takie trochę kółko wzajemnej adoracji, nie? – chciałam rozluźnić atmosferę, ale jakoś nikomu nie było do śmiechu. Mariusz < kuzyn >, a może lepiej będzie Owca bez słowa wstał i przytulił się do mnie.
- Ja, przepraszam. – tylko tyle zdołał powiedzieć.
- Ale za co?
- Za Huberta, za wszystko, nie wiem.
- Mariusz, przecież już wszystko okey. – uśmiechnęłam się, chociaż ja wiedziałam, że nie jest dobrze.
- Wiesz co ja sobie pomyślałem jak go zobaczyłem? – kiwnęłam przecząco głową. – Chciałem go zabić. Zranił cię, a ja nie wiem jak ci pomóc, ja przepraszam.
- Już mi pomogłeś. – znowu się uśmiechnęłam, lecz teraz wymusiłam banana na twarzy. – Wystarczy, że jesteś, wystarczy, że od czasu do czasu mnie przytulisz i powiesz, że będzie dobrze, tylko tyle potrzebuję.
- Trudno się nie zgodzić. – wtrąciła się Karolina. – Wiesz, że cię kochamy i zawsze możesz na nas liczyć?
- Tak.
- No to teraz leć się spić! – krzyknęła.
- Natalia! Tylko nie pij dużo! – dodała Magda.
- Ma nie pić dużo i się spić, przecież to przeczy jedno drugiemu. – zaczęły się kłócić.
- Ona jest za młoda.
- Magda ona nie ma już 15 lat i to nie jest impreza u Konrada. – wskazała na chłopaka Pauliny. – Zresztą jest w dobrych rękach. – popatrzyły na nas i uśmiechnęły się.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------
Trytytyty... drugi rozdział! Miłego czytania ;)